Spektrofotometr
To już ostatni na dziś, bodajże dziesiąty...

Tracę już pomału rachubę. A Natalii jak nie tak nie ma. Nela znalazła ostatnio na jednej ze stron internetowych (jest ich teraz całe mnóstwo), ofertę wyjazdu na chyba 3 dni do Lwowa na Walentynki. Na śmiałyśmy się przy tym trochę, gdyż to już by były drugie Walentynki z rzędu jak byśmy spędzały je razem. W zeszłym roku był jeszcze z nami mój znajomy, zapalony brydżysta. Graliśmy w Jaka to melodia do białego rana. Było całkiem zabawnie. Jednak to nie tak powinien wyglądać ten dzień. Walentynki, jak wiadomo powszechnie, święto zakochanych wywodzące się z Ameryki. Jest ono bardzo fajne dla kogoś kto jest w związku, albo dopiero ten związek próbuje zawiązać. Zakochani dają sobie wtedy drobne prezenty takie jak na przykład spektrofotometr, tensjometr, a nawet ostatnio słyszałam, że u koleżanki pod drzwiami stała wirówka laboratoryjna w czerwonej kokardzie. To bardzo romantyczne. Dziewczyna jest na pewno zapaloną chemiczką. Wirówka laboratoryjna, spektrofotometr czy tensjometr to idealny prezent dla kogoś kto właśnie broni tytułu magistra, ale czy na Walentynki? Może porostu ktoś chciał być oryginalny i na pewno mu się to udało. Chciałabym zobaczyć minę tej dziewczyny jak otwiera drzwi a tam nie pluszowy miś, nie puszysty króliczek a nic innego jak wirówka laboratoryjna, spektrofotometr czy tensjometr. Musiało być jej trochę przykro. No ale nic, następnym razem darczyńca będzie już na pewno wiedzieć jakich prezentów unikać, a jakie są jak najbardziej na miejscu. Ludzie to mają fantazję. Kto by pomyślał. Ale Walentynki zbliżają się wielkimi krokami. To już za niecały miesiąc. Trzeba się jakoś przygotować do tego święta, przede wszystkim psychicznie nastawić na najgorsze, czyli oglądaniu filmu przed telewidzem, nie daj Boże samotnie. Jest czas, pomyśli się, w końcu nic innego nie mam do roboty. A jak nawet się zdarzy, że nie będzie towarzysza to i tak nie będzie wielkiej tragedii.